Wszystko to co poniżej, to moje osobiste odczucia , które można akceptować lub całkowicie negować. Ale ad rem. Mamy maj i zaczęło się „komunijne” szaleństwo wystawnych przyjęć i kosmicznie drogich prezentów. Pewne sprawy z tym związane znam z autopsji, bowiem mój wnuczek w najbliższą niedzielę tez będzie brał udział w takiej uroczystości. Na szczęście Jego Rodzice nie dali się zwariować czyli normalny domowy obiad z Dziadkami i Rodzicami Chrzestnymi. Pewne wariactwo zaobserwowałem u Dziadków ( u mnie też) – a związane jest z prezentami. Wiem, że wnuczek dostanie laptopa i nowy rower. I tyle by było na temat spraw przyziemnych. Wnuczek mój został ochrzczony w Kościele Ewangelickim i okazuje się, że ten fakt stał się przysłowiową solą w oku dla księdza, który w szkole przygotowywał dzieci do komunii. Rodzice wnuczka musieli na głos odczytywać oświadczenie, że do tego „odszczepieńczego” Kościoła dziecka posyłać nie będą, jest to po prostu zabronione. Jak takie praktyki mają się do pojęcia ekumenizmu? – nie wiem. Gdy o tym wszystkim usłyszałem, normalnie szlag mnie mało nie trafił.
“Nie dam się zwariować”
A ja mam dość tego co dzieje się w radiu i TV a czego wspólnym mianownikiem jest mecz w piłkę kopaną jaki ma się odbyć dziś wieczorem. Dziennikarze, komentatorzy odmieniają przez wszystkie przypadki słowa mecz, Portugalia, puchar, stadion, Euro, reprezentacja i parę innych. Euforia już taka, że gdyby nią napompować nasze miernoty futbolowe to Mistrzostwo Świata zapewnione. Nie znoszę piłki nożnej i całej otoczki związanej z tą dyscypliną sportu. Czym to zostało spowodowane? Właśnie tą otoczką, tymi aferami korupcyjnymi, sprzedawaniem i kupowaniem wyników, stronniczym sędziowaniem, PZPN-em z jego działaczami rodem z PRL-u, marnymi zawodnikami których gwiazdorstwo nie jest niczym poparte, stadionowymi bandytami i tak dalej i jeszcze więcej. Obrazoburcze stwierdzenia?? Nie, to wszystko jest prawdą i dlatego żadnego meczu oglądał nie będę.
Sztuczna czy żywa….
I znowu mam ten przed świąteczny dylemat. Względy ekonomiczne przemawiają za choinką sztuczną, bowiem wydatek jednorazowy jest duży ale per saldo opłacalny. Taka pięknie ukształtowana choinka sztuczna może radować oko przez lata i odpada coroczny wydatek +/- 100 zł. Z drugiej strony żywe drzewko to piękny zapach i świadomość tego, że takie było zawsze w moim rodzinnym domu, że taką właśnie choinkę ubierałem z moim Tatą, że taką choinkę ubierałem przez lata z moim synem a teraz robię to z wnukami. Waga z argumentami na obu szalkach, stoi dokładnie poziomo. Jedno jest pewne „coś” muszę wybrać bo dni do Wigilii coraz mniej.
Mój rówieśnik
to ten właśnie Mercedes Benz V170 z 1940r. Pięknie odrestaurowany, posiadający 80 -90 % oryginalnych części. Właściciel, “znalazł” go w stodole na Roztoczu i pracował przy nim przez 5 lat. Brakujące części sprowadzał z Wiednia. Ten popularny samochód klasy średniej produkowany był w Rzeszy Niemieckiej od 1936 r. W latach 1936 – 41 wyprodukowano 72 000 sztuk a po zakończeniu wojny, prawie natychmiast wznowiono produkcję, która trwała aż do 1955r. Parę danych technicznych, samochodzika z moich fotografii:
This slideshow requires JavaScript.
nadwozie: sedan, ciężar samochodu gotowego do jazdy kg 1100, pojemność skokowa cylindrów cm3 1697, ilość cylindrów 4, moc maksymalna KM 38, prędkość maksymalna km/h 108, zużycie paliwa w cyklu pozamiejskim l/100 km – 9,7.Monety PRL czyli co jeszcze było w moim mieszku
Parę wpisów wstecz pisałem o znalezieniu, w swej szufladzie “skarbu” w postaci banknotów z czasów PRL-u. Teraz parę monet z tego okresu. Trudno to nazwać numizmatami, bowiem ich stan odbiega daleko od stanu menniczego, To po prostu obiegowe pieniążki, które brzęczały nam w portmonetkach.
Z monetą 20-to groszową, która była wykonana z jakiegoś, stosunkowo miękkiego stopu aluminiowego, wiąże się pewna historia zasłyszana od przedstawiciela palestry. Otóż mieszkaniec przedmieścia Lublina miał drewnianą komórkę z cieknącym dachem. Postanowił pokryć dach papą do przytwierdzenia której użył gwoździ i podkładek wykonanych z takich właśnie monet. Dlaczego? ano dlatego, że wskazywał na to rachunek ekonomiczny. Koszt zakupu oryginalnych podkładek był by znacznie większy niż suma użytych 20-to groszówek. “Uczynny” sąsiad podkablował go i milicja wsadziła biedaka do kryminału a potem odbył się proces i skazano go za niszczenie tzw. znaków pieniężnych i bezczeszczenie godła PRL.
This slideshow requires JavaScript.
W PKP nadal myślą czapką a nie głową
Czekałem na ten dzień bowiem chciałem wziąć za rączkę swego wnuczka i podreptać na stację kolejową w Lublinie. Chciałem mu pokazać te piękne lokomotywy, wagony, semafory, panów w odświętnych uniformach – wyszła z tego kicha. Bo niby jak to miałem zrobić gdy cała impreza rozpoczynała się o 10-tej a kończyła, zupą, o 13-tej a wszystko to w piątek czyli w tak zwany dzień powszedni. W tych godzinach ludzie pracują a dzieci pilnie siedzą w szkole. Widać, organizatorzy robią to dla siebie i pewno zależy im na tym aby gawiedzi było jak najmniej i aby zupy zostało jak najwięcej. Niżej program, który mogłem „polizać” jak przysłowiowy cukierek przez szybę. A mogło być tak fajnie!!!!
- godz. 10 – przywitanie uczestników
- godz. 10 -15 – stoiska promujące Zakłady
- godz. 10 –15 – zwiedzanie wystawy sprzętu technicznego, który będzie wystawione przy peronie pierwszym stacji Lublin (UNISTAR, odśnieżarka KSF, Koparka Atlas, drezyna WM15, SM03, SU45, SM42, S 200, EU07, JT 42CWRM (Class 66), EN 57, autobus szynowy SA134
- godz. 10 –15 – zwiedzanie wystawy Izby Tradycji Kolejowej,
- godz. 10 –15 – przejażdżka ręczną drezyną,
- godz.10:50–wyjazd ze stacji Lublin szynobusem SA134 do stacji Świdnik Miasto – zwiedzanie budowy portu lotniczego – powrót ze Świdnika do Lublina godz. 13:00
- godz. 10 –15 – zwiedzanie nastawni dysponującej LbB
- godz. 11 –15 – konkursy na temat wiedzy o kolei dla uczestników – dla zwycięzców przewidziane nagrody
- godz. 13 – poczęstunek – gorąca zupa na peronie nr 1.
Pani, Pan, Państwo…..
Przed wojną słowa Pan, Pani, Państwo były w powszechnym użyciu. Do dobrego tonu należało aby na kopercie, karcie świątecznej napisać Wielmożny Pan, Wielmożni Państwo, Wielmożna Pani. Po wojnie, komuniści najpierw wytępili klasę, która tych rzeczowników używała a potem starali się z języka potocznego, nie oficjalnego całkowicie wyrugować te zwroty próbując zastąpić je rusycyzmem Wy. Tak jak wiele innych rzeczy to też im się nie udało. W mowie oficjalnej nastał Obywatel lub Towarzysz. Pana, rugowano gdzie się tylko dało a na pierwszy ogień poszło wojsko. Tam królowali Obywatele porucznicy, Obywatele kapitanowie i tak dalej. W pewnych formacjach zamiast Obywateli byli Towarzysze porucznicy, Towarzysze pułkownicy, Towarzysze generałowie. Obecnie w wojsku mamy ponownie Panów oficerów i jest to znacznie przyjemniejsze dla ucha. A co mamy w tzw. Mediach? Ano mamy Prezydenta, Senatora, Posła, Premiera – z rzadka dziennikarz użyje słów Pan Prezydent, Pan Premier, Pan Senator. Może to jest staroświeckie? Może! Ale na pewno brzmi elegancko i pośrednio świadczy o klasie piszącego lub mówiącego.
Flagi i 11 listopada
Ranek 11 listopada. Jak co roku, żona wyjęła z opakowania Flagę Narodową, staranie ją wyprasowała a ja mocno ją przytwierdziłem do balkonowej konstrukcji. Z ciekawości popatrzyłem na inne balkony w moim „mrowiskowym” domu oraz na balkony domów stojących naprzeciwko. Powiem, że zostałem zszokowany widokiem. Na balkonach trzech XI-to piętrowych budynków naliczyłem 11 (słownie: jedenaście) Flag Narodowych. W każdym z tych domów jest 40 mieszkań z balkonami. Zrobiło mi się bardzo, bardzo smutno.
“Linux” wypiął się na mnie
Odgrzebałem swojego stareńkiego (prawie tak wiekowego jak ja sam) laptopa Dell Cpx, który ma procesor 700 MHz, RAM-u 256 i HDD 40G i postanowiłem go reanimować poprzez postawienie na nim Linuxa. Jako, że moja wiedza „linuxowa” jest mizerniutka – dawaj czytać wypowiedzi na specjalistycznych forach, które to wiadomości miały mnie ukierunkować w stronę najlepszej dystrybucji. Przesiedziałem nad tym parę godzin, ściągnąłem kilkanaście obrazów płyt i przystąpiłem do instalacji. Okazało się, że ta cała robota jest „psu na buty” bowiem tylko jeden system chciał współpracować z moim Dell-em. Ta dystrybucja to Mint 9 FluxBox, okrojony i brzydki jak ruskie kombinerki. Widać z tego, że twórcy kolejnych wydań, różnych dystrybucji Linuxa mają „ za nic” starsze komputery, ponieważ swe „nowe twory” rozbudowują do monstrualnych rozmiarów. W czasach prehistorycznych mówiło się, że Unix a potem Linux to system lekki i w założeniu miał działać na wszystkim (nawet na tosterze), , być przyjaznym użytkownikowi i z czasem wyprzeć Windowsa. Na moim przykładzie widać, że pobożne życzenia nie są tylko domeną polityków.


